luty1

Telekamery

dodano: 1 lutego 2010 przez magdalena_rozczka


Poniedziałek. Po całym dniu na planie serialu „USTA USTA” muszę pojechać na Telekamery. Nie byłam na tego typu imprezach od kilku lat. Mam nadzieje, że zdążę- zaproszenie jest na 19.15.

Wszystko świetnie zaplanowane, aż tu nagle, od rana katastrofy. Okazuje się, że wszystko zamarzło- Agregat – to oznacza że nie ma prądu, np. w cateringu – owszem można zjeść jajecznicę, ale zanim dojdzie się do stolika jest się już soplem lodu (jest prawie -30 stopni). Make - up bus w ogóle nie dojechał. Stoi w Rembertowie. Ktoś pojechał po wszystkie kosmetyki potrzebne do pracy – połowa kremów i podkładów zamarznięta.

Siedzimy w ciepłym samochodzie ściśnięci jak śledzie. Czytam plan pracy i sprawdzam kto jeszcze do nas jedzie- zadzwonię żeby powiedzieć , że mamy opóźnienie przynajmniej dwie godziny- niech posiedzi jeszcze w domu. „Czekam już na dworze na samochód” – mówi mój kolega. „To wracaj szybko do mieszkania” – odpowiadam „ Zatrzasnąłem drzwi i nie mam kluczy, a taxówka spóźnia się 25 minut..” słyszę w słuchawce . Ups… Dzwonię do koleżanki – na szczęście zaspała i jest jeszcze w domu.

         O 6.30 jest niewiarygodnie zimno – policzki i nos zamarznięte po 3minutowym przejściu z samochodu do mieszkania, w którym gramy, a podobno dzisiaj mieliśmy grać plenery – na szczęście zmieniono plany.

         Rozpoczynamy zdjęcia z trzygodzinnym opóźnieniem. Wniosek jest jeden – nie zdążymy na galę. Bierzemy się do roboty – wszyscy skupieni, walczymy z czasem. Ktoś krzyczy „koniec zdjęć”. Patrzę na zegarek -19sta. Damy radę . Wciągam sukienkę, Mirelka robi jakieś czary mary z moim makijażem i zaczynam wyglądać na wypoczętą; wskakuję do samochodu, jadę po Sonię, Maję i Michała. Jesteśmy oczywiście spóźnieni. W czasie dwugodzinnego programu walczę ze snem – dociera do mnie zmęczenie po 12 godzinach pracy, a w dodatku tu jest tak ciepło…. Koniec oficjalnego programu. Czas na … sprawdzian – bankiet – jedni piją wodę, drudzy alkohol, ktoś jeszcze soczek, ale wszyscy… palą. Oczywiście przesadzam, ale jedno jest pewne – zapach dymu unosi się w powietrzu niczym zły kusiciel. „O nie! Dzisiaj mnie nie skusisz” uśmiecham się do siebie zaciskając w dłoni seledynowy inhalator – moją tajną broń J




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy